Wielka Prehyba czyli maraton górski w Szczawnicy 2019

Listopad 75km, grudzień 193km, styczeń 232km, luty 133km, marzec 171km. Taki kilometraż miałem w nogach zanim wystartowałem w tym maratonie. Bieganie luźne, po górkach. Ciężko z tego coś wybiegać, a mimo to postanowiłem wystartować w Wielkiej Prehybie. Czego nie żałuję 🙂

Kopę lat Igor! Chyba ze trzy

Mógłbym napisać, że wstałem z fotela i pobiegłem, ale niezupełnie, bo miałem tygodnie gdzie robiłem 20-30km a nawet 50km/tydz. Dzięki temu po ukończeniu trasy moje nogi nie cierpiały tak bardzo, a zakładany czas ok 5 godzin sprawdził się z lekkim obsunięciem, bo zrobiłem to w 05:02:20.

Fot. Piotr Dymus – dzięki!

Początek biegłem. Właściwie przebiegłem większość trasy oprócz trzech czy czterech podejść pod konkretne stromizny (zdjęcia niżej)

Stromo
Też stromo
No i też stromo

Największą bolączką było zabranie na trasę jedzenia, bo ostatnio szybko coś spalam. No po godzinie, półtorej biegania robię się głodny. Tak więc jak policzyłem, na każdym z trzech bufetów spędziłem około 3 minuty. Na poziomie na którym jestem to bez znaczenia oczywiście, ale jak będę kiedyś atakował znowu ten dystans z przygotowania to nie ma opcji żeby stracić 9 minut na punktach odżywczych.

Bufet na Durbaszce
zbiegam do bufetu fot. Klasafoto

Aha, wspominałem już, że biegłem z aparatem? 🙂 Nie z lustrzanką, ale z cyfrową małpką z matrycą DX czyli Ricoh GR II. Aparat nie przeszkadzał i nie ciążył i po 5h nie czułem bólu ręki która go trzymała.

Fot. Manuel Uribe
Meta

Wyniki: https://biegiwszczawnicy.pl/wp-content/uploads/2019/10/2019_Results_Wielka-Prehyba.pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.