I Klubowy Bieg na Orientację – Grodzisk Wlkp.

Nie mam weny, więc zawody opiszę trochę na sucho 🙂
W sumie to przypadkiem dowiedziałem się o lokalnym biegu na orientację organizowanym przez Grodziski Klub Biegacza. Już niejako przyzwyczajony do tego, że wszystkie imprezy biegowe organizowane przez GKB stoją na najwyższym poziomie, skusiłem się na wyjazd w okolice Grodziska 🙂

Połączenia PKP jakoś mnie nie zachęcały, tak więc wskoczyłem na rower. Już po wyjechaniu na szosę w kierunku Wiórka wiedziałem, że będą styki z czasem. W Rogalinku spotkałem się ze ścianą wiatru. To był ten złośliwy wiaterek, który w pierwszą stronę wieje w pysk, a w drodze powrotnej dla zabawy wieje… też w pysk 🙂

W każdym razie jakoś się dokulałem te 60 km do Grodziska i po kupnie wody i izotoniku wyskoczyłem na obrzeża do miejscowości Zdrój. Tam ciekawe miejsce: strzelnica sportowa z fajnym zapleczem do organizowania imprez sportowych. Wielki drewniany „wigwam” z łazienką i kuchnią 🙂 Sympatycznie.

Trasa miała mieć ok. 15 km i formułę scorelaufu, czyli punkty zalicza się w dowolnej kolejności. Dodatkowo można było startować w jednej minucie w grupkach 3 osobowych, więc Rafał z GKB zapytał czy wystartuję z nim i jego kolegą. Ciężko było mi odmówić, tym bardziej że to Rafał mnie zgłosił na ten bieg (już chyba po terminie) tak więc razem polecieliśmy do lasu. Mapa była czarno-biała, więc na początku musiałem się skalibrować i wypatrzeć sieci dróg (o warstwicach można było zapomnieć). Dodatkowo na pierwszym punkcie zapomniałem, że okolice lampionu są powiększone na mapie kolorowym wydrukiem, co miało ułatwić wejście w punkt. I to była największa wtopa na całym wyścigu. Na tym punkcie też urwałem się chłopakom oraz dogonionej grupie która startowała przede mną.

Pozostała część trasy to trzymanie tempa i nawigacja głównie po drogach – tak szybciej. Małe zawahania miałem na przelocie na punkt „D”. Niby biegłem drogą którą myślałem że biegnę, niby kierunek był w porządku ale coś mi nie pasowało z odległościami. Stąd te czerwone kropki na linii biegu 🙂 Tuż przed punktem „I” było bagno, więc stwierdziłem że obiegnę, bo nie zabrałem butów na zmianę a czekał mnie jeszcze powrót do Poznania na rowerze. Lecąc z „D” miałem mały dylemat czy nie zaliczyć najpierw „A” ale kiepsko wyglądające pole za Rojewem w kierunku punktu skutecznie mnie zniechęciło.

 

Większa mapa

Było ciepło. Bardzo ciepło. Ubrałem się w długie spodnie nie znając lasu, i to był błąd, bo równie dobrze można było to przelecieć na krótko 🙂 Na punktach wisiały lampiony oraz kredki w różnych kolorach, więc moja karta startowa którą na początku chowałem pod koszulką, pod koniec trasy wyglądała mizernie. Resztki zachowanych kolorów słabo kontrastowały z bielą ale na szczęście jakoś dało się odczytać. Na metę wpadłem 9 minut przed drugim Staszkiem Kaczmarkiem który przed startem dał krótki wykład na temat mapy i używania kompasu w tego typu biegach 🙂

Co jeszcze…?
A… w sumie miałem czas więc do oporu czekałem na dekorację. Warto było, bo przyjechało cateringowe jedzenie w postaci dwóch jegomości kucharzy z wielkim grillem (bynajmniej nie na brzuchu) więc załapałem się na bigos, jakieś mięcho i coś tam jeszcze. Do Poznania ruszyłem jeszcze za jasnego, ale rogatki czyli Starołęka przywitały mnie już po zmierzchu. No i ten wiatr…

 

                   

zdjęcia:
https://plus.google.com/photos/105092498828984240303/albums/5766942525402146081

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.